Zapraszamy... na reklamy 2009-11-22 15:51:53

O szóstej rano wróciłem z tegorocznej edycji Nocy Reklamożerców. Rok temu rozpływałem się nad ideą oraz organizacją imprezy i choć nadal uważam, że samo przedsięwzięcie jest fenomenalne i z różnych powodów warto wziąć w nim udział, to (łódzcy?) organizatorzy reklamowego maratonu zasłużyli tym razem na mocnego klapsa w pupę. Dlaczego?

Cena biletów w tym roku podskoczyła o cztery złote, do złotych trzydziestu dziewięciu. Jeżeli tendencja wzrostowa utrzyma się do następnej edycji, przekroczona zostanie magiczna bariera czterdziestu złotych, co spowoduje z pewnością to, że wielu potencjalnych uczestników jeszcze lepiej zastanowi się, nim równowartość piętnastu piw wyda na sześciogodzinny pokaz reklam. Tym bardziej, że płaci się coraz więcej, a dostaje znacznie mniej.
Po pierwsze – plakaty Nocy Reklamożerców (przynajmniej te, które wiszą w Łodzi) kłamią. „Animacji”, „degustacji”, ani „promocji” w trakcie imprezy się bowiem nie uświadczy. Być może organizatorzy założyli, że zasłuchani w muzyce serwowanej przez DJ-a i biorący udział w spontanicznych konkursach uczestnicy nie zorientują się, że po raz kolejny są robieni w bambuko?
Po drugie – zabrakło Redbullów, po prostu ich nie rozdawano. W połowie imprezy można zatem było wybrać jedną z trzech opcji: wrócić do domu, usnąć na sali albo ratować się sprzedawanym w barku Burnem. Wiele osób zdecydowało się na tę pierwszą, a do końcowej części pokazu dotrwali naprawdę nieliczni.
Po trzecie – zabrakło płyt DVD z kompilacją reklam z tegorocznej edycji, które w roku ubiegłym otrzymywało się po kupieniu dwóch piw. Szkoda – mniemam, że chętnych by nie zabrakło, a sprzedaż piwa byłaby większa.
Zdaję sobie sprawę, że mogę zostać posądzony o przesadę, a wymienione braki można uznać za naciągane. W moim mniemaniu jednak oszustwo należy piętnować, a „niedociągnięcia” wskazywać palcem. Naprawdę chciałbym dowiedzieć się, za co w tym roku zapłaciłem dodatkowe pieniądze.

W programie tegorocznej edycji Nocy Reklamożerców pojawiły się między innymi spoty z udziałem celebrytów, amerykańskie reklamy z lat 1950 – 1982, reklamy francuskie „z czasów kolonialnych” albo takie, które znaleźć można jedynie w internecie. Trudno jest mi ocenić dobór filmów, jakiego dokonano w tym roku, na tle edycji ubiegłorocznej; ważne, że nadal stawia się tutaj na różnorodność, a tematyczny przekrój spotów jest naprawdę szeroki. W pamięci zapadło mi przynajmniej kilka reklam – tłukący po garach goryl, „odświeżona” wersja znanego spotu piwa Budweiser, „Wassup 2008” czy parodystyczna odpowiedź Chevroleta na, spektakularną skądinąd, kampanię koncernu Citroen. Jednak mistrz może być tylko jeden. Sprawdźcie:

 



Choćby nie było degustacji, animacji, promocji, konkursów, piwa, muzyki czy płyt – w przyszłym roku i tak wybiorę się na Noc Reklamożerców. Dzięki reklamom takie, jak ta powyżej.



Tagi: (pop)kultura, pod publikę, noc reklamożerców

Mateusz
skomentuj (11)

Fandom Centrum o Filmach 2009-10-29 18:15:31

Nareszcie oficjalnie potwierdzić mogę narodziny nowego bloga. Ma on czterech tatusiów, a na to, w jakim kierunku będzie się rozwijał, wpłynąć może każdy z nich. FCF, czyli Fandom Centrum o Filmach, to platforma blogowa, przy pomocy której zamierzamy wspólnie pastwić się nad obejrzanymi przez nas filmami. Zapraszam serdecznie, zaglądajcie tam często:

http://my.opera.com/fcfilm/blog


Rozentuzjazmowani nie zapominajcie jednak o Blamie - kolejne notki już wkrótce!

Mateusz
skomentuj (3)

BlamBlamp! #6 2009-10-01 19:21:53

Moją ulubioną telewizyjną stacją muzyczną jest bezdyskusyjnie MTV2. To wyjątkowy kanał i choć - jak żaden inny znany mi program muzyczny w telewizji - promuje niemal wyłącznie rodzimych wykonawców, w przeciwieństwie do większości stacji polskich, skierowany jest do szerokiego grona odbiorców i otwarty na wszelkie gatunki, znane mniej lub bardziej.
Za sprawą MTV2 właśnie od czasu do czasu zamieniam się w telelenia i urządzam sobie w domu prywatny przegląd piosenki brytyjskiej. Zwykle kończy się to gorączkowym przeszukiwaniem internetu, Allegro i sklepów z płytami, a ostatecznie gorzkim rozczarowaniem i fluganiem na ojczystych dystrybutorów płytowych. Lubię angielską muzykę (generalnie; to trochę tak, jak z, dajmy na to, "lubieniem polskiej kuchni" albo "nie lubieniem kina rosyjskiego") i żałuję, że polska telewizja muzyczna, promując najczęściej puszczany w radio chłam i bezczelnie pomijając pierdylion interesujących, docenionych nierzadko "dopiero" zagranicą wykonawców, jest tak ograniczona. Żałuję też, że nie mogę kupić u nas płyt, które chciałbym mieć. I ostrzegam! Jak tak dalej pójdzie (a z pewnością stan rzeczy szybko się nie zmieni), zacznę po prostu kupować nagrania w formacie MP3.

W tym miesiącu proponuję aż trzy kawałki, każdy z innej parafii, wszystkie wyłowione na MTV2. Teledysk Biffy Clyro to jeden z fajniejszych klipów, jakie widziałem w przeciągu kilku ostatnich miesięcy, a melodia "Golden Rule" z pewnością zapadnie Wam w pamięci na długo. Mumford & Synowie są odjechani na tyle, że nie wymagają komentarza. A Dizzee Rascal... spróbujcie się przy tym nie gibać.

Dzięki, MTV2!

Biffy Clyro - That Golden Rule


Mumford & Sons - Little Lion Man


Dizzee Rascal - Bonkers





Tagi: muzyka, video, blamblamp

Mateusz
skomentuj (5)

Ultra-przemoc w rytmie gospel 2009-09-29 13:05:31


W najnowszym, szóstym numerze Ziniola ukaże się mój tekst poświęcony twórczości Gartha Ennisa, irlandzkiego scenarzysty komiksowego. Premiera na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, czyli... już za trzy dni!



Kolejny news zamieszczam z kolei raczej poniewczasie, ale, wiadomo, autopromocji nigdy dosyć. Na początku tego roku rozpocząłem współpracę z Zeszytami Komiksowymi - od numeru dziewiątego, który ukazał się pod koniec maja, prowadzę tam kącik recenzencki, opisując w nim najciekawsze polskie wydawnictwa ostatnich miesięcy. Choć magazyn ukazuje się nieregularnie, zachęcam do odwiedzania jego znacznie częściej aktualizowanej strony.

Projekt 'Zeszyty Komiksowe'




Mateusz
skomentuj (4)

Zombienator: Salvation 2009-09-26 00:02:35

W tym roku niecierpliwie czekam jeszcze na przynajmniej trzy premiery filmowe: Survival of the Dead, Zombieland i (trochę mniej niecierpliwie) [Rec] 2. Pierwszy tytuł to kolejna odsłona cyklu ...of the Dead mistrza Romero (obawiam się jednak, że podzieli los poprzedzających go Kronik... i u nas trafi wyłącznie na DVD), drugi – parodia zombie movies (brakowało takiej od czasu Wysypu żywych trupów), a trzeci... cóż, druga część zombie-podobnego hiszpańskiego horroru (oparta na szalonym pomyśle jedynka była kiepska, ale obiecałem, że dam twórcom kolejną szansę). Trailer Zombieland wywołał u mnie skojarzenie z Zombienatorem – pomyślałem, że nadszedł wreszcie czas, aby przypomnieć na blogu tę kultową produkcję, trochę powspominać i, przede wszystkim, po latach udostępnić obraz szerszej publiczności, dzieląc się przy tym materiałami, które weszły w skład limitowanej edycji filmu.

tapeta7

O ile dobrze pamiętam, minęło pięć lat odkąd nakręciliśmy nasz film. Na dobrą sprawę tytuł ten nigdy nie miał oficjalnej premiery, można zatem przyjąć, że jej data pokrywa się z dniem, w którym – na dużym holu naszego liceum – sprzedaliśmy pierwszą ekskluzywną kopię Zombienatora. O ile ktoś nie wysypie się w komentarzach, cena tejże pozostanie słodką tajemnicą dystrybutorów. A skoro o dystrybucji mowa, na jakiś tydzień przed rozpoczęciem sprzedaży rozpoczęliśmy w szkole dosyć nachalną akcję promocyjną. Sukcesywnie zrywane (przez uczniów? przez panie sprzątaczki? przez nauczycieli?) ze ścian plakaty każdego dnia naklejaliśmy w nowych miejscach, dezorientując jednocześnie tych, do których nie dotarły wcześniejsze przecieki (czyli wszystkich poza kilkoma osobami, które wiedziały o filmie jeszcze przed jego zmontowaniem).

Budżet filmu faktycznie wyniósł niecałe trzydzieści złotych – w dniu kręcenia spotkaliśmy się przed Biedronką, a ze znalezionych wówczas w spodniach moniaków stworzyliśmy wspólną pulę pieniężną, która musiała pokryć koszty całego procesu produkcji. Kupiliśmy dwadzieścia butelek najtańszego ketchupu (w trakcie zdjęć okazało się, że pozostawia na skórze czerwone plamy), paczkę mielonego mięsa, makaron, kilka saszetek kisielu i... na pewno coś jeszcze. Cholera, być może budżet przekroczył jednak trzydzieści złotówek?

 Jak zauważył jeden z nas (ekipa składała się z pięciu osób), do samego kręcenia zabraliśmy się dość późno. Pamiętam, że było już dobrze popołudniu, a my nie przewidzieliśmy tego, że charakteryzacja zajmie nam tyle czasu. Kisiel przygotowany przeze mnie w domu nie zdążył jeszcze stężeć, makaron właśnie się dogotowywał – i chyba dopiero w ostatniej chwili wpadliśmy na to, że w filmie powinna pojawić się postać czarnoskórego mężczyzny (co wymagało poświęcenia jednego mopa, piłeczki pingpongowej i czarnej kredki do twarzy). Nie narzekaliśmy ani na miejsce, gdzie urządziliśmy plan zdjęciowy, obejmujący duży dom, „industrialne” podwórko i sąsiadujące z posesją łąki, ani na brak militarnych rekwizytów, wśród nas znalazło się bowiem kilku zapaleńców, którzy zadbali o to, by w filmie wystąpiła półmetrowa maczeta, toporek czy śrutowy karabin. Zombienator powstał na nie przypisanej do żadnej parafii ziemi niczyjej, z dala od centrum miasta.

Opracowany przez nas dzień wcześniej skrypt był zbiorem luźnych pomysłów, których ostatecznie i tak nikt nie wykorzystał. Niezapomniane dialogi i sceny walk powstawały na bieżąco – efekty specjalne natomiast testowaliśmy dopiero w trakcie kręcenia kolejnych ujęć. Operator nagrywał na aparat cyfrowy, od czasu do czasu krzycząc do nas: Dobra, wystarczy!, ale milczał, kiedy oblewaliśmy kogoś ketchupem. O tak, przecier pomidorowy (tudzież to, z czego robią ten tani ketchup w Biedronce) to chyba jedyna rzecz, na której w trakcie kręceniatapeta5 Zombienatora nie oszczędzaliśmy.

Montowanie kilkudziesięciu krótkich nagrań z planu zajęło mi kilkanaście dni – finalna wersja filmu jest dużo krótsza niż się spodziewaliśmy. Dużo czasu poświęciłem również na materiały dodatkowe, obrobienie promocyjnych zdjęć, tapety, plakaty i cały ten szajs znajdujący się na płycie z limitowanej edycji. Tak naprawdę była to jedyna edycja, jaką udało nam się puścić w obieg.

Przed obejrzeniem Zombienatora zachęcam do zapoznania się z krótkim wywiadem, który można było znaleźć po wewnętrznej strony okładki filmu:


FILMy: Jak i gdzie się to wszystko zaczęło?
Ekipa: Wszystko zaczęło się w poniedziałek, a skończyło we wtorek. W poniedziałek wpadliśmy na pomysł nakręcenia dobrego filmu o inwazji zombich, we wtorek już ten pomysł realizowaliśmy. Wiadomo, zebranie ekipy to nie kwestia pięciu minut...
F: Ile lat trwały zdjęcia do filmu Zombienator: Pierwsze Rżnięcie?
E: Zdjęcia trwały sześć godzin i dwadzieścia trzy minuty.
F: Widzowie nie mogą się już doczekać. Podobno w filmie grają same znakomitości?
E: Racja. Tytułową rolę zgodził się odegrać Tom Wachnik (Młotek i trzy gwoździe, Bomba tu, bomba tam, Umiem jeździć bez trzymanki), w rolach drugoplanowych świetnie odnaleźli się bracia bliźniacy – czarnoskóry aktor Black Man (Be my and be black, I love my black shoes, Why I only see The Black?) i Peter Long (Hi!, Hello!, Bonjour!). Do roli zombiego zatrudniliśmy Matthew Matha (Zabiję!, Bo co?, Bo gówno!) i Deadly Mana (pochowany cztery lata temu, nie zdążył jeszcze znaleźć filmu dla siebie).
F: Brzmi wspaniale!
E: Wiemy!
F: Doszły mnie słuchy, że w film włożono naprawdę dużo pieniędzy.
E: Tak. Budżet, którym mogliśmy swobodnie dysponować sięgał trzydziestu złotych.
F: Podobno większość tej sumy przeznaczono na efekty specjalne?
E: Mamy dwudziesty pierwszy wiek i powinniśmy korzystać z dobrodziejstw technologii. Zombienator nie mógłby powstać, przykładowo, pięć lat temu. Dzisiaj technika stoi na wysokim poziomie.
F: Jak zareklamowalibyście swój film?
E: Nie zareklamowalibyśmy.

Trailer Zombienatora znajdziecie tutaj, a sam film – poniżej:

 



Tagi: kino, pod publikę, zombienator

Mateusz
skomentuj (8)

Wielka wagina w centrum miasta 2009-09-09 22:38:08


Koszt inwestycji na pl. Dąbrowskiego wyniósł 16 mln zł. To nie tylko koszt wybudowania fontanny i wszystkich podziemnych instalacji, ale również wymiany posadzki na placu i urządzenie na niej elementów małej architektury. Inwestycję zrealizował Zarząd Dróg i Transportu wspólnie ze ZWiK. Fontannę zaprojektował Rafał Szrajber. (gazeta.pl)

Dla Łodzian rozchyliła się w ostatnich dniach sierpnia. Ja w całej okazałości ujrzałem ją dzisiaj:



* Zdjęcie pochodzi ze strony: polskatimes.pl

Tagi: bez komentarza

Mateusz
skomentuj (21)

Piekielny chip pod skórę 2009-09-02 22:46:43

Komunikacja ze spokojnymi kosmitami
na terenie Czech jest w pełnym toku

Na jednym z łódzkich blokowisk znalazłem fenomenalną ulotkę:


Przeglądając stronę Aniołów Nieba, poza wieloma kolorowymi grafikami i kilkudziesięciominutowymi filmami, natrafić można na listę warunków, jakie należy spełnić, aby połączyć się z Kosmicznymi Przyjacielami. Na przykład:

5. Zlikwidować – usunąć negatywną literaturę, tzn, książki i czasopisma o wojnach, erotice, i negatywnych kosmitach (UFO – porwania, spadnięcie statków kosmicznych itd.) – promiennik negatywnych energii.

6. Nie czytać negatywne książki i czasopisma, nie oglądać negatywne filmy, również jest dobre lekceważyć politikę, bo jest pełna złych wibracji.

A czy Ty pozwolisz, by za pomocą entytów negatywnych ekstraterestryalnymi sterowały Tobą Jaszczury z Piekła?

* Jeżeli ktokolwiek uważa, że celem tej notki jest obrażenie czyichkolwiek uczuć religijnych – jest w grubym błędzie.



Mateusz
skomentuj (15)

Księga Gości
Zaprzyjaźnione blogi
Charleene Uncategorized.
Staszek bloguje MISHmasz Scobina.
MK Caffee Misiołak wie co dobre.
100% Seji Dobry chłopak z IT.
Blogrys Rubik, japonki i fizyka kwantowa. Cały Borys.